Jedną z najbardziej podziwianych cech współczesnej kobiety jest samowystarczalność. Od najmłodszych lat słyszymy historie o kobietach, które poradziły sobie mimo przeciwności losu, które podniosły się po kryzysach, które same wychowały dzieci, zbudowały firmy, przeszły przez rozwody, choroby i życiowe zakręty, nie tracąc przy tym zdolności do troszczenia się o innych. Nic więc dziwnego, że wiele kobiet nauczyło się traktować samodzielność nie tylko jako umiejętność, ale wręcz jako miarę własnej wartości.
Problem polega jednak na tym, że istnieje ogromna różnica między samodzielnością a samowystarczalnością. Samodzielność daje wolność, ponieważ pozwala człowiekowi radzić sobie z wyzwaniami życia. Samowystarczalność natomiast często staje się niewidzialnym ciężarem, który człowiek nosi każdego dnia, wierząc, że nie ma prawa potrzebować wsparcia, pomocy ani obecności drugiego człowieka.
Wiele kobiet nie zauważa momentu, w którym przekroczyły tę granicę. Dzieje się to stopniowo. Najpierw uczą się nie zawracać nikomu głowy swoimi problemami. Potem zaczynają same rozwiązywać kolejne trudności. Z czasem coraz rzadziej mówią o swoich potrzebach, aż w końcu dochodzą do miejsca, w którym proszenie o pomoc wydaje się czymś niemal nienaturalnym. Nie dlatego, że nie potrzebują wsparcia, ale dlatego, że przez lata przyzwyczaiły się do życia w przekonaniu, że muszą poradzić sobie same.
Dlaczego tak trudno prosić o pomoc?
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że chodzi o dumę albo potrzebę kontroli. W rzeczywistości jednak trudność z proszeniem o pomoc bardzo często ma znacznie głębsze korzenie. Człowiek nie rodzi się z przekonaniem, że wszystko musi robić sam. Tego przekonania uczy się w relacjach i doświadczeniach, które stopniowo pokazują mu, że poleganie na innych nie zawsze jest bezpieczne.
Niektóre kobiety już jako dzieci nauczyły się, że ich potrzeby nie są priorytetem. Inne szybko zrozumiały, że w trudnych sytuacjach muszą być silne, ponieważ dorośli wokół nich sami nie radzili sobie z własnym życiem. Jeszcze inne wielokrotnie doświadczały rozczarowania, kiedy prosiły o wsparcie, a w odpowiedzi spotykały się z niezrozumieniem, krytyką albo obojętnością.
Organizm zapamiętuje takie doświadczenia dużo lepiej, niż mogłoby się wydawać. Z czasem zaczyna traktować samowystarczalność jako strategię bezpieczeństwa. Skoro nie można mieć pewności, że ktoś pomoże, łatwiej jest założyć, że trzeba poradzić sobie samemu. To przekonanie bywa tak głęboko zakorzenione, że kobieta nawet nie zauważa, jak rzadko mówi o swoich potrzebach i jak automatycznie odpowiada: „dam radę”, zanim ktokolwiek zdąży zaproponować wsparcie.
Cena, jaką płacą silne kobiety
Problem z samowystarczalnością nie polega na tym, że jest nieskuteczna. Wręcz przeciwnie. Bardzo często działa znakomicie. Kobiety, które nauczyły się radzić sobie same, zwykle osiągają wiele, są odpowiedzialne, zaradne i budzą podziw otoczenia. To właśnie one organizują życie rodzinne, pamiętają o wszystkich terminach, rozwiązują kryzysy i potrafią funkcjonować nawet wtedy, gdy są skrajnie zmęczone.
Cena pojawia się później.
Pojawia się wtedy, gdy organizm zaczyna odczuwać skutki wieloletniego życia w ciągłej odpowiedzialności. Kiedy każda decyzja, każdy problem i każdy kryzys przechodzą przez jedną osobę, układ nerwowy bardzo rzadko doświadcza prawdziwego odpoczynku. Nawet jeśli kobieta siedzi wieczorem na kanapie, jakaś część jej nadal czuwa, planuje, przewiduje i pilnuje, aby wszystko było pod kontrolą.
Nie jest przypadkiem, że wiele kobiet, które mają największą trudność z proszeniem o pomoc, jednocześnie zmaga się z chronicznym zmęczeniem, napięciem w ciele, problemami ze snem albo poczuciem samotności. Nie dlatego, że są słabe. Dlatego, że przez lata były silne bardziej, niż powinny.
Dlaczego przyjmowanie bywa trudniejsze niż dawanie
Ciekawym paradoksem jest to, że kobiety, które mają największy problem z przyjmowaniem pomocy, zazwyczaj nie mają najmniejszego problemu z pomaganiem innym. Potrafią słuchać, wspierać, organizować i być obecne wtedy, gdy ktoś przeżywa trudny moment.
Kiedy jednak role się odwracają, pojawia się dyskomfort.
Przyjmowanie wymaga bowiem czegoś, czego samowystarczalność nie lubi – uznania własnej potrzeby. Żeby przyjąć pomoc, trzeba najpierw przyznać przed sobą, że nie jest się wszechmocnym. Trzeba pozwolić sobie na bycie człowiekiem, który czasem nie daje rady, który potrzebuje wsparcia i który nie musi nieść wszystkiego sam.
Dla wielu kobiet jest to znacznie trudniejsze niż rozwiązanie kolejnego problemu.
A jeśli prawdziwa siła wygląda inaczej?
Być może przez wiele lat wierzyłaś, że siła polega na samodzielności. Być może nauczyłaś się mierzyć własną wartość tym, ile jesteś w stanie udźwignąć. A może przyzwyczaiłaś się do tego stopnia do roli tej, która zawsze daje radę, że nie wyobrażasz sobie innego sposobu funkcjonowania.
Warto jednak zadać sobie pytanie, czy prawdziwa siła rzeczywiście polega na dźwiganiu wszystkiego samemu.
A może jest nią zdolność do rozpoznania momentu, w którym potrzebujesz wsparcia?
A może największą oznaką dojrzałości nie jest samowystarczalność, lecz umiejętność budowania relacji, w których można nie tylko dawać, ale również przyjmować?
Bo człowiek nie został stworzony do życia w pojedynkę. I być może nie jesteś zmęczona dlatego, że masz za mało energii. Być może jesteś zmęczona dlatego, że od bardzo dawna próbujesz unieść wszystko sama.
Dlaczego silne kobiety są najbardziej zmęczone
https://ewaguzikowska.online/dlaczego-silne-kobiety-sa-najbardziej-zmeczone-2/
Jak wyjśc z trybu przetrwania i zacząć naprawdę życ?
Obejrzyj na YouTube:
https://youtu.be/2AQiIlZzQUY?si=tRcdc_Dr31Df5DQT
Ewa Guzikowska
Grounded and Truth
