Od pokoleń kobiety przechodzące przez trudne życiowe zmiany słyszą te same rady.

„Skup się na tym, co dobre.”

„Nie oglądaj się za siebie.”

„To minie.”

„Wyciągnij z tego lekcję.”

„Bądź wdzięczna za doświadczenie.”

I szczerze mówiąc, brzmi to rozsądnie.

W końcu nikt nie chce tkwić w cierpieniu. Nikt nie chce przez lata rozpamiętywać rozwodu, utraty pracy, zakończenia ważnej relacji czy marzeń, które nigdy się nie spełniły. Większość z nas chce jak najszybciej stanąć na nogi, odzyskać równowagę i ruszyć dalej.

Właśnie dlatego tak wiele osób robi wszystko, aby nie czuć tego, co trudne.

Problem polega na tym, że emocje, których nie chcemy czuć, nie znikają. To, co zostało przemilczane, wyparte lub zepchnięte na bok, nie rozpływa się pod wpływem czasu. Bardzo często schodzi jedynie pod powierzchnię, a stamtąd nadal wpływa na nasze decyzje, relacje i sposób, w jaki postrzegamy siebie.

Dlatego czasami mija pięć, dziesięć, a nawet dwadzieścia lat od jakiegoś wydarzenia, a człowiek nadal reaguje na nie tak, jakby wydarzyło się wczoraj.

Nie dlatego, że jest słaby.

Nie dlatego, że nie chce odpuścić.

Ale dlatego, że pewne historie nigdy nie zostały naprawdę domknięte.

Kiedy „idź dalej” staje się pułapką

W kulturze, która nieustannie zachęca do działania, rozwoju i patrzenia w przyszłość, bardzo łatwo uwierzyć, że najlepszym sposobem poradzenia sobie z bólem jest zostawienie go za sobą.

Problem w tym, że nie wszystko można zostawić za sobą na siłę.

Jeżeli ktoś przez lata czuł się niedoceniany w pracy, samo odejście z firmy nie sprawi automatycznie, że odzyska poczucie własnej wartości.

Jeżeli ktoś został porzucony bez wyjaśnienia, wejście w nową relację nie zawsze zamyka poprzednią.

Jeżeli przez lata budowaliśmy swoją tożsamość wokół określonej roli, utrata tej roli może pozostawić pustkę, której nie da się zapełnić samym pozytywnym myśleniem.

Bardzo często próbujemy budować nowy rozdział życia, podczas gdy jakaś część naszej uwagi, energii i emocji nadal pozostaje związana z poprzednim.

To, czego nie wyrażamy, nadal w nas żyje

Niewypowiedziana złość nie znika.

Rozczarowanie nie znika.

Żal nie znika.

Poczucie niesprawiedliwości nie znika.

One nieustannie próbują zwrócić na siebie uwagę.

Czasami poprzez powracające wspomnienia.

Czasami poprzez trudności w relacjach.

Czasami poprzez poczucie utknięcia, którego nie potrafimy logicznie wyjaśnić.

W swojej pracy wielokrotnie obserwowałam osoby, które miały świetne plany, jasno określone cele i ogromną motywację do działania, a mimo to nie potrafiły zrobić kolejnego kroku. Nie dlatego, że nie wiedziały, co robić, ale dlatego, że część ich energii była nadal związana z czymś, co pozostało niedokończone.

Niektóre rozmowy nigdy się nie odbyły.

Niektóre pytania nigdy nie doczekały się odpowiedzi.

Niektóre słowa nigdy nie zostały wypowiedziane.

I choć życie toczyło się dalej, wewnętrznie historia nadal pozostawała otwarta.

Dlaczego domknięcie jest tak ważne

Domknięcie nie oznacza, że nagle uznamy wszystko za dobre.

Nie oznacza, że przestaniemy czuć smutek.

Nie oznacza też, że zaczniemy usprawiedliwiać ludzi, którzy nas zranili.

Domknięcie oznacza coś znacznie prostszego.

Oznacza, że przestajemy czekać na inną przeszłość.

Przestajemy czekać, aż ktoś wreszcie powie to, czego nigdy nie powiedział.

Przestajemy czekać, aż wydarzy się coś, co już wydarzyć się nie może.

I właśnie wtedy energia, która przez lata była związana z przeszłością, zaczyna wracać do teraźniejszości.

Ćwiczenie na domknięcie niedokończonych historii

To ćwiczenie wykorzystuję również w pracy rozwojowej. Jest proste, ale potrafi przynieść zaskakująco głębokie wglądy.

Znajdź spokojne miejsce, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał.

Postaw przed sobą puste krzesło albo po prostu wyobraź je sobie.

Następnie wyobraź sobie, że siedzi na nim osoba, sytuacja albo nawet dawna wersja ciebie samej, z którą nadal czujesz coś niedokończonego.

Może to być były partner.

Może dawna praca.

Może ktoś, kto cię zawiódł.

A może ty sama sprzed kilku lat.

Weź kartkę papieru i napisz:

„To, czego nigdy ci nie powiedziałam, to…”

Pisz przez kilka minut bez poprawiania i analizowania. Nie próbuj być rozsądna, uprzejma ani dojrzała. Pozwól sobie zapisać dokładnie to, co pojawia się w środku.

Kiedy skończysz, zrób chwilę przerwy.

A następnie odpowiedz z perspektywy osoby siedzącej na krześle.

Zacznij od słów:

„To, co chcę, żebyś wiedziała, to…”

I znowu po prostu pisz.

Na koniec zamknij ćwiczenie zdaniem:

„Nie czekam już, aż to będzie inne. Jestem gotowa iść dalej.”

Na zakończenie

Nie wszystko, co nosimy w sobie, wymaga naprawiania.

Czasami potrzebuje jedynie zostać usłyszane.

Bo bardzo często problemem nie jest to, że nie wiemy, dokąd chcemy iść.

Problem polega na tym, że część naszej energii nadal stoi przy drzwiach, które dawno temu się zamknęły.

A trudno otwierać nowe drzwi, kiedy wciąż trzymamy klamkę od starych.

Ewa Guzikowska
Grounded and Truth